Tak, spadłam z konia. Konkretnie z Uranosa. Zdarza się i najlepszym, takie już niestety uroki jeździectwa. Trzeba być gotowym na to, że nie zawsze jest kolorowo i nie zawsze wszystko się udaje.
Wsiadłam wczoraj rano. Przyznam bez bicia, że kasku nie założyłam.
Uranos nigdy nie brykał, nigdy nie ponosił więc poczułam się pewna siebie. Szczerze mówiąc, uważam, że był to mój błąd, a koń nic nie zawinił.
Obok wybiegu gdzie trzymam konie i gdzie jeżdżę, panowie pracują nad dachem w naszej przechowalni zawsze z samego rana.
Uranos od początku jazdy zachowywał się nerwowo, co chwilę niespokojnie zerkając w stronę remontu.
Zignorowałam to, uznając, że wymyśla by wymigać się od pracy. Moje nie zwrócenie uwagi poskutkowało szalonym galopem i brykaniem. Przy ostatnim wyrzuceniu nóg w górę, nagle raptownie uskoczył w prawo, a ja poleciałam w lewo wpadając na drewniany słup i później na ziemię plecami. Teraz mam pięknego siniaka na ręce i żebrach. Skręcony i naderwany odcinek szyjny kręgosłupa i stłuczoną klatkę piersiową...
Mówią, że człowiek uczy się na błędach i powiem Wam, że coś w tym jest. Siedzę w kołnierzu i staram się wracać jak najszybciej do zdrowia :)
piątek, 31 sierpnia 2018
środa, 29 sierpnia 2018
Arisa i Alwin
Arisa to czteroletnia kobyłka rasy haflinger. Jest urocza i bardzo spokojna;
Kupiłam ją od koleżanki kilka miesięcy temu jako źrebną klacz. Uczę na niej jazdy mniejsze osoby i dzieci. Zawsze grzeczna i opanowana, wybaczająca błędy. Czasem wsiadam też ja;
Gdy zbliżał się termin wyźrebienia, pilnowałam by być przy porodzie w razie problemów. Udało się, zauważyłam, że pewnego dnia zachowuje się inaczej niż zwykle. Nie chciała wyjść ze mną na trawę, a zawsze czytałam książkę gdy ona spokojnie skubała trawnik pod naszym domem. Oprócz tego kręciła się niespokojnie po boksie. W nocy trzynastego maja na świat przyszedł najpiękniejszy ogierek na świecie. Alwin U. Patrzyłam jak wita się z Arisą, która od razu go broniła i pilnowała. Jej pierwszy poród przebiegł bez problemu. Maluszek był duży i silny. Po chwili stał już o własnych siłach i szukał mleka. Obserwowanie pierwszych kroków źrebiątka na świecie to cudowny widok.;
Szybko było jasne, że będzie dobrym ogierem. Pomysł na imię dla niego wpadł nam z mamą od razu jak go zobaczyłyśmy.
Teraz jest coraz bardziej odważny i ciekawski. Każde ogrodzenie to dla niego tylko chwila zagadki a po chwili już wie jak je ominąć. Szybko się rozwija i oswaja z innymi końmi. Arisa dostaje pasze, która dostarcza więcej witamin w pokarmie dla Alwina.
Także zapowiada się super stanówka pięknym haflingerem, a tych u nas w Polsce mało :)
Kupiłam ją od koleżanki kilka miesięcy temu jako źrebną klacz. Uczę na niej jazdy mniejsze osoby i dzieci. Zawsze grzeczna i opanowana, wybaczająca błędy. Czasem wsiadam też ja;
Gdy zbliżał się termin wyźrebienia, pilnowałam by być przy porodzie w razie problemów. Udało się, zauważyłam, że pewnego dnia zachowuje się inaczej niż zwykle. Nie chciała wyjść ze mną na trawę, a zawsze czytałam książkę gdy ona spokojnie skubała trawnik pod naszym domem. Oprócz tego kręciła się niespokojnie po boksie. W nocy trzynastego maja na świat przyszedł najpiękniejszy ogierek na świecie. Alwin U. Patrzyłam jak wita się z Arisą, która od razu go broniła i pilnowała. Jej pierwszy poród przebiegł bez problemu. Maluszek był duży i silny. Po chwili stał już o własnych siłach i szukał mleka. Obserwowanie pierwszych kroków źrebiątka na świecie to cudowny widok.;
Szybko było jasne, że będzie dobrym ogierem. Pomysł na imię dla niego wpadł nam z mamą od razu jak go zobaczyłyśmy.
Teraz jest coraz bardziej odważny i ciekawski. Każde ogrodzenie to dla niego tylko chwila zagadki a po chwili już wie jak je ominąć. Szybko się rozwija i oswaja z innymi końmi. Arisa dostaje pasze, która dostarcza więcej witamin w pokarmie dla Alwina.
Także zapowiada się super stanówka pięknym haflingerem, a tych u nas w Polsce mało :)
niedziela, 26 sierpnia 2018
Sweet Angel
Hey! :)
W poprzednim poście wspomniałam, że następny będzie o Sweet Angel, naszej pierwszej klaczy i oto jest!
Zapraszam do czytania.
Źrebaki popędzane batem przez syna właściciela, biegały przestraszone po padoku.
Żadne z nich nie zwracało na nas uwagi, oprócz jednej z nich. Śliczna, młoda, szlachetna klacz fryzyjska, patrzyła na nas zainteresowanym wzrokiem. Była ciekawa. Była piękna. Była nasza.
Od razu wiedzieliśmy, że to właśni ona będzie naszym pierwszym koniem.
Wybór jej nie był trudny. Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że to ona wybrała nas.
13.03.2014
W poprzednim poście wspomniałam, że następny będzie o Sweet Angel, naszej pierwszej klaczy i oto jest!
Zapraszam do czytania.
Źrebaki popędzane batem przez syna właściciela, biegały przestraszone po padoku.
Żadne z nich nie zwracało na nas uwagi, oprócz jednej z nich. Śliczna, młoda, szlachetna klacz fryzyjska, patrzyła na nas zainteresowanym wzrokiem. Była ciekawa. Była piękna. Była nasza.
Od razu wiedzieliśmy, że to właśni ona będzie naszym pierwszym koniem.
Wybór jej nie był trudny. Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że to ona wybrała nas.
13.03.2014
Sweet Angel
Malutką przywieziono do nas w marcu, jej pierwsza podróż przyczepą była stresująca;
Patrzyła przestraszonymi oczami na swój nowy dom; Przydomowa szopka, w której ją trzymaliśmy była dość duża, aby mogła w niej swobodnie stać. Aniołek szybko zapoznała się z nowym miejscem co pokazało nam jej różki, wyrastające powoli spod grzywy.
Sweet Angel choć kochana... nie była grzeczną dziewczynką, udowadniała to na każdym kroku.
Pamiętam jak dnia ściągnęliśmy jej kantar. Ponoć człowiek uczy się na błędach, a wtedy to był na pewno jeden z nich. Diabeł w ciele aniołka cechował się sprytem, pomysłowością i wrodzonym buntem skierowanym do człowieka. Jej pomysłów nie jestem w stanie tu Wam opisać. Wspólnymi siłami jednak daliśmy radę. Patrząc wstecz, z trochę większym doświadczeniem, nie postąpiłabym tak pochopnie. Nauczyłabym ją stać grzecznie przy zakładaniu, a będąc pewną, że ma to opanowane, mogłaby chodzić bez kantara. Zbudowałabym pomiędzy nami więź, zaufanie przez co problem na pewno byłby mniejszy.
Na tamtym incydencie się nie skończyło. Przyszedł czas gdy potrzebny był kowal. Z polecenia przyjechała do nas Pani zajmująca się werkowaniem kopyt koni. Niestety Angela nie chciała współpracować. Zaczęło się wyrywanie, szarpanie, stawanie dęba, kombinowanie. Jej pierwsze próby dominacji. Rozpoczęliśmy naukę podawania nóg. Na spokojnie, od początku. Każdy dzień z nią był nowym wyzwaniem. Poznając tego konia można dużo zyskać i wiele się nauczyć.
Na ten moment, przy robocie kopyt kobyłka śpi i nic jej nie rusza :)
W wieku czterech lat została zaźrebiona. Ciąża przebiegła bez problemu, a przy porodzie była dzielna. Urodziła zdrową klacz. Zainspirowana moim ulubionym filmem o koniach nazwałam ją Flicka. Odziedziczyła po mamie piękny ruch, gęstą grzywę. Cudowna, maleńka klaczka. Została jednak sprzedana, pojechała w dobre ręce aż nad morze. Nowi właściciele dobrze o nią dbają;
Gdy Angela osiągnęła odpowiedni wiek postanowiliśmy wysłać ją na trening. Trzeci miesiąc i nie mogę jej poznać. Spokojna, z dobrym ruchem pod siodłem. Na ten moment jest coraz lepiej, a we wrześniu rozpoczynamy treningi, których nie mogę się doczekać.
Trochę nie wierzyłam, że kiedyś wsiądę na tego konia, warto się nie zrażać, warto wierzyć.
Zdjęcie poniżej z jazdy na Sweet A.
Social media:
Instagram; @milka997love
Facebook: Stajnia Cherry Pie Official
piątek, 24 sierpnia 2018
Jak zaczęła się moja przygoda z jeździectwem
Hey :)
Dzisiaj kilka słów o tym, jak zaczęła się moja przygoda z jeździectwem;
Gdybym miała być szczera, to z pasją do tych cudownych zwierząt już się urodziłam. Zawsze były ważną częścią mojego życia. Konik na biegunach był podstawowym wyposażeniem mojego pokoju, zaraz obok mnóstwa figurek przedstawiających wierzchowce;
Już w wieku siedmiu lat pojechałam na pierwszą jazdę do stajni rekreacyjnej w mojej okolicy. Pamiętam, że wsiadłam na konika polskiego, który tamtego dnia wydawał mi się ogromny.
Kicek, bo tak się nazywał był cudowny, grzeczny. To z nim zaczęła się moja przygoda. Byłam szczęśliwa gdy pierwszy raz usiadłam w siodło, chyba jedna z najpiękniejszych chwil jakich doświadczyłam. Tamten dzień miał ogromny wpływ na całą resztę mojego życia i na ukształtowanie mojej przyszłości;
Jeżdżąc u różnych ludzi i w różnych stajniach coraz bardziej chciałam mieć własnego konia. Rodzice jednak nie zgadzali się na tak kosztowne zwierzęta;
Pięć lat temu namówiłam mamę, by sama wsiadła. Jazda na fryzie przekonała ją ostatecznie i niedługo potem przyjechała do nas Sweet Angel, ośmiomiesięczna klacz fryzyjska, która będzie opisana w moim kolejnym poście. Teraz moje stado liczy siedem czterokopytnych;
Konie dają wolność, siłę i szczęście, a dane jest tego doświadczyć tylko nielicznym, cieszę się, że jestem tutaj gdzie chciałam być.
Miłego dnia! ;)
Dzisiaj kilka słów o tym, jak zaczęła się moja przygoda z jeździectwem;
Gdybym miała być szczera, to z pasją do tych cudownych zwierząt już się urodziłam. Zawsze były ważną częścią mojego życia. Konik na biegunach był podstawowym wyposażeniem mojego pokoju, zaraz obok mnóstwa figurek przedstawiających wierzchowce;
Już w wieku siedmiu lat pojechałam na pierwszą jazdę do stajni rekreacyjnej w mojej okolicy. Pamiętam, że wsiadłam na konika polskiego, który tamtego dnia wydawał mi się ogromny.
Kicek, bo tak się nazywał był cudowny, grzeczny. To z nim zaczęła się moja przygoda. Byłam szczęśliwa gdy pierwszy raz usiadłam w siodło, chyba jedna z najpiękniejszych chwil jakich doświadczyłam. Tamten dzień miał ogromny wpływ na całą resztę mojego życia i na ukształtowanie mojej przyszłości;
Jeżdżąc u różnych ludzi i w różnych stajniach coraz bardziej chciałam mieć własnego konia. Rodzice jednak nie zgadzali się na tak kosztowne zwierzęta;
Pięć lat temu namówiłam mamę, by sama wsiadła. Jazda na fryzie przekonała ją ostatecznie i niedługo potem przyjechała do nas Sweet Angel, ośmiomiesięczna klacz fryzyjska, która będzie opisana w moim kolejnym poście. Teraz moje stado liczy siedem czterokopytnych;
Konie dają wolność, siłę i szczęście, a dane jest tego doświadczyć tylko nielicznym, cieszę się, że jestem tutaj gdzie chciałam być.
Miłego dnia! ;)
środa, 22 sierpnia 2018
Praca z moim koniem
Moim prywatnym koniem jest Uranos. Polski koń szlachetnej półkrwi.
Moje gniade szczęście ma cztery lata i bardzo poukładane w głowie. Zawsze chętny do współpracy ze mną i pozytywnie nastawiony do reszty koni;
Wczoraj wieczorem wzięłam go na lonżę i muszę przyznać, że naprawdę się stara. Cały trening fajnie się rozluźniał angażując mięśnie pleców i zadu. Dzisiaj w nagrodę pójdziemy na spacer do lasu ;)
Spędzanie z koniem czasu jest ważne, a takie przechadzki terenowe też są potrzebne. Dążę do tego, by był zdrowym, silnym koniem. Zaczynam teraz z nim regularne treningi o czym pewnie będę wspominać;
Wykonawcą poniższego zdjęcia jest: Adam Gajewski. Polecam :)
Zapraszam też na mojego instagrama: milka997love
Moje gniade szczęście ma cztery lata i bardzo poukładane w głowie. Zawsze chętny do współpracy ze mną i pozytywnie nastawiony do reszty koni;
Wczoraj wieczorem wzięłam go na lonżę i muszę przyznać, że naprawdę się stara. Cały trening fajnie się rozluźniał angażując mięśnie pleców i zadu. Dzisiaj w nagrodę pójdziemy na spacer do lasu ;)
Spędzanie z koniem czasu jest ważne, a takie przechadzki terenowe też są potrzebne. Dążę do tego, by był zdrowym, silnym koniem. Zaczynam teraz z nim regularne treningi o czym pewnie będę wspominać;
Wykonawcą poniższego zdjęcia jest: Adam Gajewski. Polecam :)
Zapraszam też na mojego instagrama: milka997love
wtorek, 21 sierpnia 2018
O czym będzie blog..
Hey!
Nazywam się Kamila i prowadzę stajnię Cherry Pie. Posiadam głównie konie fryzyjskie ale w moim małym stadku znajdzie się też haflinger, shire i sp.
Fryzy jednak najbardziej przypadły do gustu mi i mojej mamie. Fantastyczne stworzenia z długą, gęstą czarną grzywą, doskonałym ruchem i lśniącą sierścią podbiły nasze serca;
Głównym powodem założenia tego bloga jest moja pasja do koni i pisania.
Zawsze te dwie rzeczy pomagały mi w odnalezieniu siebie i oderwaniu się od rzeczywistości.
Interesuję się też fotografią także zdjęcia będą moje. Posty postaram się pisać regularnie, choć z weną bywa różnie.
Zapraszam do czytania, komentowania i oczywiście do Cherry Pie 😊
Nazywam się Kamila i prowadzę stajnię Cherry Pie. Posiadam głównie konie fryzyjskie ale w moim małym stadku znajdzie się też haflinger, shire i sp.
Fryzy jednak najbardziej przypadły do gustu mi i mojej mamie. Fantastyczne stworzenia z długą, gęstą czarną grzywą, doskonałym ruchem i lśniącą sierścią podbiły nasze serca;
Głównym powodem założenia tego bloga jest moja pasja do koni i pisania.
Zawsze te dwie rzeczy pomagały mi w odnalezieniu siebie i oderwaniu się od rzeczywistości.
Interesuję się też fotografią także zdjęcia będą moje. Posty postaram się pisać regularnie, choć z weną bywa różnie.
Zapraszam do czytania, komentowania i oczywiście do Cherry Pie 😊
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



