Dawno mnie tu nie było. Praca, obowiązki i zmęczenie miały na to znaczący wpływ.
Zastanawiałam się co napisać. Pomyślałam, że skoro mam mało pomysłów to mogę wstawić tutaj kawałek swojego opowiadania. Miło by mi było gdybyście zostawili po sobie komentarze ze szczerą opinią :)
Miłego czytania!
Rok
1994
Kary wałach Apollo miotał nerwowo
ogonem. Uznawany za jednego z tych ‘’trudniejszych,, koni, był jeżdżony przez te ‘’lepsze,,
osoby.
Alison przyłożyła łydkę,
szarpnęła mocno wodzą i nakierowała konia na przeszkodę. Stacjonata była
niewysoka lecz w ostatnim momencie wałach odmówił skoku. Wściekła dziewczyna
kopnęła boki konia i następnym razem – skoczyli. Patrzyłam na to wszystko ze
smutkiem. Mimo swojej niewiedzy i braku doświadczenia, widziałam przerażenie w
oczach konia;
Nazywam się Leah i pracuję w stadninie koni
Cherry Pie. Mam dwadzieścia lat i trochę inne spojrzenie na świat niż moi
rówieśnicy. Do pracy chodzę z ochotą, lubię ją.
Pensjonat wygląda imponująco. Oczywiście mam sporo roboty, bo wszystko
musi być idealnie czyste. Wchodzę do
siodlarni i wybieram siodło Polly. To
starsza kasztanowata klacz. Wyczyszczenie i osiodłanie nie zajmuje mi
więcej jak piętnaście minut. To już opanowałam, jednak nigdy jeszcze nie
jeździłam.
- Polly już gotowa do jazdy?
Podchodziła do mnie trenerka. Była
szczupłą, wysoką osobą. Włosy koloru blond upięła w niski kok. Miała na sobie
czerwone bryczesy do jazdy i lśniące oficerki.
- Tak, proszę – mówię, podając jej
wodze klaczy. Rozciągnęła usta w uśmiechu i wzięła ode mnie kasztankę. Nie
podobały mi się metody jazdy stosowane
prawie wszędzie.
Ostrogi
Baty
Wypinacze
Ostre kiełzna.
Zastanawiam się, czy można
inaczej. Lepiej. W harmonii i porozumieniu z koniem. Nigdy nie wsiadłam bo nie
było na to czasu. Nie znalazłam też osoby, która chciałaby mnie uczyć. W myślach galopowałam przez las, łąkę … ten pomysł wydał mi się bardzo przyjemny.
Nagle z zadumy wyrwał mnie głos Collina. To brat trenerki.
- Hey Leah! Jak leci? – pyta,
opierając się o drzwi boksu Polly. Na moje policzki wpływa rumieniec i nic nie
mogę na to poradzić. Jest przystojny, ma gęste ciemne włosy i oczy. Widać, że
dba o siebie, jeździ konno i ma
dwadzieścia trzy lata. Swojego czasu bardzo mi się podobał. Teraz jednak,
trochę się denerwuje. Wiem, że Collin nie zwróciłby na mnie uwagi i
najzwyczajniej w świecie, dałam sobie spokój.
- Hey, w porządku Col. Twoja
siostra właśnie jeździ, jeśli jej szukasz
- Tak, wiem. Przyszedłem się przywitać.
Dużo masz jeszcze roboty? – zagaduje. Trochę mnie zaskoczył. Collin przyszedł
pogadać!
- Siano do siatek, rozkładanie
słomy, czyszczenie poideł i zamiatanie. Za godzinę powinnam skończyć, a ty co
będziesz robić? – starałam się uporządkować w głowie kłębiące się myśli. Może
będę mogła popatrzeć jak jeździ, lub lonżuje któregoś z koni. Przy okazji
spędzę z nim więcej czasu.
Nagle tknęło mnie przeczucie.
Alison.
- Czekam na Alis, prosiła żebym
porobił jej kilka zdjęć na Apollo. Dzisiaj zamierza skoczyć okser. Zobaczymy,
co z tego będzie.
No cóż, jeśli odpowiednio mocno
kopnie go w żebra to jej się uda, pomyślałam z ironią. Nie chodzi o to, że
jestem zazdrosna. Po prostu ona zawsze musi pojawić się w nieodpowiednim
momencie. Niestety nic nie mogę z tym zrobić.
- Idziesz popatrzeć? – pyta i
unosi brwi w oczekiwaniu na odpowiedź, która jest oczywista.
- Nie, może innym razem. Dzięki
ale chcę dzisiaj skończyć wcześniej – nagle do stajni weszła Alison, jej
idealna figura od razu rzucała się w oczy. Kołysząc lekko biodrami, podeszła i
uściskała Collina, mnie jednak całkiem
olała;




















