Hey :)
Dzisiaj kilka słów o tym, jak zaczęła się moja przygoda z jeździectwem;
Gdybym miała być szczera, to z pasją do tych cudownych zwierząt już się urodziłam. Zawsze były ważną częścią mojego życia. Konik na biegunach był podstawowym wyposażeniem mojego pokoju, zaraz obok mnóstwa figurek przedstawiających wierzchowce;
Już w wieku siedmiu lat pojechałam na pierwszą jazdę do stajni rekreacyjnej w mojej okolicy. Pamiętam, że wsiadłam na konika polskiego, który tamtego dnia wydawał mi się ogromny.
Kicek, bo tak się nazywał był cudowny, grzeczny. To z nim zaczęła się moja przygoda. Byłam szczęśliwa gdy pierwszy raz usiadłam w siodło, chyba jedna z najpiękniejszych chwil jakich doświadczyłam. Tamten dzień miał ogromny wpływ na całą resztę mojego życia i na ukształtowanie mojej przyszłości;
Jeżdżąc u różnych ludzi i w różnych stajniach coraz bardziej chciałam mieć własnego konia. Rodzice jednak nie zgadzali się na tak kosztowne zwierzęta;
Pięć lat temu namówiłam mamę, by sama wsiadła. Jazda na fryzie przekonała ją ostatecznie i niedługo potem przyjechała do nas Sweet Angel, ośmiomiesięczna klacz fryzyjska, która będzie opisana w moim kolejnym poście. Teraz moje stado liczy siedem czterokopytnych;
Konie dają wolność, siłę i szczęście, a dane jest tego doświadczyć tylko nielicznym, cieszę się, że jestem tutaj gdzie chciałam być.
Miłego dnia! ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz